Home&Design
7 październik 2012
Przeglądanie blogów modowych może okazać się pasjonującym i przede wszystkim czasochłonnym zajęciem. Jednak mimo wszystko ciężko jest zrozumieć największy fenomen Internetu ostatnich lat. Bo tak zwane 'szafiarki' są bez wątpienia ciekawym zjawiskiem.
Teoretycznie są wielkimi i nienastawionymi na zysk miłośniczkami mody, jednak w praktyce okazuje się, że na ich stronach pełno jest reklam i różnorakich banerów . Na amerykańskich portalach modowych ( np. chictopia.com) można z łatwością znaleźć szereg porad dotyczących wypromowania i osiągnięcia zysków ze swoich blogów, co sprawia, że nie jest się w stanie patrzeć bezkrytycznie na ten trend.

W Polsce zabawa w blogerkę modową stała się naprawdę popularna. Niemalże każda młoda dziewczyna, która ma dobry aparat fotograficzny, odrobinę czasu wolnego i w jej mniemaniu 'pojęcie o trendach' pragnie założyć stronę i codziennie uraczać czytelników swoimi stylizacjami. Jednak jak okazuje się w rzeczywistości, bycia szafiarką ma niewiele wspólnego z modą, a więcej z nieudolnym marketingiem i uczestniczenia w branżowych imprezach na których wszechobecny jest open-bar.

Na blogu modowym można bez wątpienia sporo zarobić, jednak powinien to być jedynie skutek uboczny, a nie główny cel. Zaufanie czytelników zyskiwane jest powoli i uważnie, przede wszystkim swoim zaangażowaniem a także częstotliwością postowania. Wiele blogerek o tym zapomina i wraz z przyjściem sławy (co w przypadku tego środowiska oznacza kontakty z projektantami, zaproszenia na branżowe eventy, czy możliwość zaprojektowania swojej kolekcji ubrań), zaniedbują swoich odbiorców.

Ponadto, kreatywność jest tak naprawdę ostatnią rzeczą jaką możemy spodziewać się po większości blogerek modowych. Poza drobnymi wyjątkami (jak na przykład AlicePoint czy Maffashion), autorki stron przedstawiają oklepane stylizacje, które możemy zobaczyć na co drugiej mieszkance większego polskiego miasta. Kolejną rzeczą jest fakt, że nudne pozy i outfity często przekładają się na wpisy. W większości przypadków szafiarki nie wykazują żadnych ambicji literackich, a podobne posty mogliby napisać uczniowie podstawówki. Co prawda niektórym polskim blogerkom nie można odmówić sukcesów ( jak na przykład kolaboracji wspomnianej wcześniej AlicePoint ze znanym duetem projektantów Paprocki&Brzozowski, czy wylansowania przez Juliett Kuczyńską swojej linii ubrań), jednak jest to niewiele w porównaniu z ich zagranicznymi koleżankami.

Ostatnio w sieci pojawił się krótki filmik ukazujący dzień z życia popularnej blogerki Elin Kling. Ta blondowłosa Szwedka dzięki swojemu blogowi 'Style by Kling' osiągnęła niewiarygodny sukces. Poza internetowym dziennikiem, posiada również własny magazyn 'Style by' , na którego okładkach pojawiała się w roli modelki, co uczyniła jego znakiem rozpoznawczym. Elin nie jest jedyną zagraniczną blogerką, która robi zawrotną karierę. Włoszka Chiara Ferragni, która prowadzi swojego bloga od 2009 roku jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w internecie. Pozostała wierna swojemu stylowi i to właśnie dlatego zyskała przychylność całego świata mody. Obecnie zasiada w pierwszych rzędach najważniejszych pokazów, a na jej przyjęciu urodzinowym gościła sama Anna della Russo. Współpracuje z domem mody Louis Vuitton, posiada własną markę butów, a także wraz z innymi blogerkami zaprojektowała linię ubrań Weresle for Mango.

Polskim blogerkom sporo brakuje do osiągnięcia sukcesu pokroju Chiary Ferragni czy Elin Kling, jednak nie oznacza to, że najlepsze nie pozostają niezauważone. Najważniejsze to pamiętać, skąd przyszedł ich sukces i uważnie wybierać sobie sponsorów. Przecież wiadomo, że można przyjąć każdy gratisowy produkt i potem zgrabnie go opisać na swoim blogu, jednak w ten sposób nie zyska się zaufania czytelników, dzięki którym przecież takie strony funkcjonują.

Paulina Lipska
Ilość wyświetleń: 4501

Powiązane artykuły


Google+ Obserwuj w Google+