Strefa gwiazd
20 marzec 2013
Polska wokalistka o niezwykle barwnym życiorysie opowiada nam o Szwedkach, dbaniu o urodę i... wizycie u chirurga plastyka.
P.: Mieszka Pani obecnie w Szwecji. Jak Szwedki dbają o urodę?

Fiolka: Szwedki maja bzika na punkcie ekologii i są niezwykle naturalne. Maja przepiękne włosy o które bardzo dbają. Nawet dojrzałe kobiety mogą się poszczycić wypielęgnowanymi włosami do pasa. Być może jest to zasługa mimo wszystko czystej wody, która płynie z kranów…? Wiele z nich rezygnuje z farbowania włosów, czego akurat nie popieram, bo nic tak nie dodaje lat, jak siwizna.

P.: A jakie są Pani ulubione kosmetyki?

Fiolka: Nie potrafię funkcjonować bez balsamu do ciała, co bardzo się nie podoba mojej mamie, która już zeszwedziała całkowicie i ma bzika na tle ekologii i zdrowego trybu życia. Twierdzi, że wcieram w siebie chemię i że moje ciało musi potem się z tego oczyszczać… Po głębszym zastanowieniu – przyznaję jej rację. Chyba trzeba będzie samemu zrobić jakieś smarowidło do ciała, może na bazie oliwy z oliwek? Mam fajną książkę o ziołach, gdzie jest mnóstwo receptur. Poza tym ostatnio bardzo cenie kremy to twarzy typu BB, wspaniale się sprawdzają zamiast podkładu i wyglądają niezwykle naturalnie.

P.: Czy Szwedki lubią korzystać z dobrodziejstw ośrodków SPA?

Fiolka: Bardzo lubią i korzystają! Oczywiście uwielbiają również saunę i kąpiele zimą w przeręblach! Siedemdziesięcioletnie damy pływają w lodowatej wodzie i tryskają zdrowiem, muszę kiedyś spróbować!

P.: Z jakich zabiegów korzysta Pani regularnie?

Fiolka: Wstyd się przyznać, ale z regularnością jest u mnie słabo <śmiech>. Chyba najczęstszym zabiegiem, któremu się poddaję, to manicure i pedicure, gdyż uważam, że wypielęgnowane dłonie i stopy natychmiast poprawiają samopoczucie i człowiek się czuje taki …zadbany.

P.: Czy ma Pani sprawdzone, „babcine” sposoby pielęgnacji ciała?

Fiolka: Ja myślę, że należy używać przede wszystkim zdrowego rozsądku. Pamiętam, że kiedyś np. czterdziestoletnie kobiety wyglądały jak stare matrony. Uważam, że powinnyśmy korzystać z głową ze zdobyczy cywilizacji, ale z drugiej strony – byłabym nieufna wobec wszystkiego, co nam się usiłuje „wcisnąć”. Właśnie wyszło na jaw, że te niesamowite liposomy, które niby miały zrewolucjonizować działanie kremów przeciwzmarszczkowych – są guzik warte. Nasze babcie natomiast doskonale wiedziały, że cerę trzeba chronić przed słońcem i wiatrem.

P.: Czy korzystała Pani z zabiegów tzw. inwazyjnych?

Fiolka: Musiałam. Niestety odziedziczyłam po tatusiu tzw. „worki pod oczami”. Zostały usunięte przy użyciu skalpela doktora Sankowskiego, gdyż żadne kremy i okłady nie dałyby rady. Podobnie, jak mój podbródek, który został odessany, gdyż inaczej wyglądałabym jak niejaki Barbapapa <śmiech>

P.: Co Pani myśli o poprawianiu urody przez kobiety? I czy powinien to być temat wstydliwy (tak jak jest do tej pory)?

Fiolka: Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem! Strasznie mi się nie podoba, to co w tej chwili robią ze sobą zamożne Amerykanki: mnóstwo botoxu, wypełniaczy i nadmuchane usta! Wygląda to okropnie! Gdy widzę słynne piękności, np. Lindę Evans – robi mi się strasznie żal…
Jak komuś wiszą tzw. „chomiki” – można sobie z tym poradzić za pomocą chirurgii plastycznej. Podobnie, gdy mamy do czynienia z piękna dziewczyną, która ma np. brzydki nos…
Ale strasznie mi się podobają panie takie, jak Iris Apfel, której pomarszczona buzia została twarzą marki MAC! A dama ma ponad 90 lat!
 
Dziękuję za wywiad. 

Rozmawiała Pamela Stanisławska-Wieczorek
Ilość wyświetleń: 5113

Powiązane artykuły


Google+ Obserwuj w Google+