Strefa gwiazd
19 maj 2014
O aktorstwie, śpiewaniu, produkcji przedstawień teatralnych, jak również o projektowaniu i dbaniu o urodę rozmawiamy z jedną z najpopularniejszych w Polsce aktorek.
SPA&beauty Magazine: Da się zauważyć ostatnio dość ciekawe zjawisko w gronie najpopularniejszych aktorów, a mianowicie odchodzenie z seriali, w których grali kilka dobrych lat i które tak naprawdę dały im ogromną popularność. Pani gra w serialu „Barwy szczęścia” od 2007 roku, czy może Pani wytłumaczyć dlaczego pojawiają się takie chęci zmian?

Katarzyna Zielińska: Ja póki co gram w serialu „Barwy szczęścia”, więc to nie mnie, a inne moje koleżanki po fachu powinna Pani pytać o powody ich decyzji.

S&bM: Współpracowała Pani z grupą MoCarta, jeździ po Polsce ze swoimi recitalami. Czy śpiewanie to Pani hobby czy wiąże Pani z tym swoją przyszłość?
Katarzyna Zielińska: Gram również w kilku spektaklach muzycznych, na scenie warszawskiego Teatru Roma są to „Zdobyć. Utrzymać. Porzucić”, „Berlin czwarta rano” oraz „Sofia de Magico”, więc śpiewanie jest mi bliskie. Jednak przede wszystkim jestem aktorką, absolwentką szkoły teatralnej. Śpiewanie to pasja, hobby, które włączam do mojego zawodowego życia.

S&bM: Kto jest Pani idolem jeśli chodzi o muzykę?
K.Z.: Freddie Mercury – wielkie nazwisko i wielka osobowość. Artysta przez duże „A”. Jego teledyski, a nawet same wykonania to prawdziwe muzyczne performance. Potrafił skupić na sobie tysiące, setki tysięcy oczu – a to nie lada wyczyn. Jest wykonawcą mega hitów. Za każdy razem kiedy słyszę „Bohemian Rapsody”, „Somebody to Love” – mam gęsią skórkę. Jest moim idolem. Lubię też słuchać Ayo i Pixie Lott. Czyli wychodzi na to, że muzycznie mój gust skierowany jest na Stary Kontynent.

S&bM: Przeczytałam gdzieś, że zna Pani język jidysz. Czy wiąże się z tym jakaś osobista historia?
K.Z.: Kiedy trafiłam do szkoły teatralnej w Krakowie, zakochałam się w Kazimierzu. I bynajmniej nie był to przedstawiciel płci męskiej <śmiech> tylko słynna krakowska, pożydowska dzielnica. Ta kultura pełna mądrości, głębi, ale też magii i zapachów - uwiodła mnie, Laszkę. Chciałam wziąć udział w festiwalu piosenek żydowskich (znowu śpiewanie!) więc musiałam się nauczyć języka jidysz. Moim kazimierskim mentorem jest Leopold Kozłowski, ostatni klezmer Rzeczpospolitej. Pan Leopold wraz z Jackiem Cyganem stworzyli autorski program „Rodzynki i migdały”, do którego mnie zaprosili. Nasza współpraca zaowocowała też płytą. Dokładnie 10 lat temu ukazał się dwupłytowy album z piosenkami i pieśniami żydowskimi „Leopold Kozłowski i Przyjaciele”, który uzyskał status Złotej Płyty.

S&bM: Wyprodukowała Pani (i jednocześnie gra w nim) spektakl „Sophia de Magico”. Skąd pomysł na to przedsięwzięcie? I czy było to trudne do zrealizowania?
K.Z.: Chciałam pokazać polskim widzom twórczość zespołu Tiger Lilies, którą się kilka lat temu zafascynowałam. Szukałam tylko odpowiedniego materiału, który byłby uzupełnieniem ich piosenek. Łukasz Czuj, reżyser, z którym zrobiłam mój pierwszy producencki spektakl „Berlin czwarta rano” podrzucił mi kiedyś poruszająca książkę Aglaji Veteranyi „Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze”. To historia dziewczyny wychowywanej w rodzinie cyrkowej przez mocno ekscentrycznych rodziców, która marzy o filmie i sławie. To gorzka, inteligentna, wzruszająca i mocna opowieść. Takimi samymi przymiotnikami można opisać piosenki Tiger Lilies. Po zakończeniu lektury wiedziałam, że to jest to! I wystartowałam z projektem kolejnego spektaklu. Oczywiście nie było łatwo, godzenie roli aktorki i producentki nie jest łatwe, ale ja jestem uparta i jeśli w coś wierzę, dodaje mi to sił.

S&bM: Jest Pani uznawana za jedną z najlepiej ubranych kobiet w Polsce. Czy sama wybiera Pani swoje stylizacje, czy korzysta również z pomocy specjalistów w tej dziedzinie?
K.Z.: Nie zawsze było tak różowo, bo zazwyczaj było… zielono <śmiech>. Dziś wiem, że ten kolor nie zawsze do mnie pasuje, mimo nazwiska, które noszę. Mam na koncie sporo tzw. modowych wpadek, dlatego kilka lat temu postanowiłam skorzystać z usług profesjonalisty – i tak poznałam Jolę Czaję. Ona nie tylko wprowadziła mnie w świat mody, ale też nauczyłam się nim bawić. Mody nie można traktować serio, nie można być jej niewolnikiem. 

photo/gazeta.pl


S&bM: Jakich projektantów kolekcje Pani ceni najbardziej?
K.Z.: Gdybym miała wskazać jedną osobę , to byłoby mi trudno, ale skoro Pani pyta w liczbie mnogiej – to zdecydowanie ułatwia odpowiedź. Z „solistów” na pewno cenię Gosię Baczyńską i Łukasza Jemioła, z duetów – dziewczyny z Bizuu czyli Blankę Jordan i Zuzę Wachowiak oraz Mariusza Brzozowskiego i Marcina Paprockiego. To tyle jeśli chodzi o te duże nazwiska. Ale bardzo też lubię młodych projektantów – chociażby dziewczyny z Trójmiasta z duetu Nick Nack, warszawski duet Just Paul oraz zrobione ze świetnej bawełny rzeczy z Easystory.

S&bM: Ostatnio sama zaangażowała się Pani w projektowanie, a efektem są unikatowe T-shirty. Czy myśli Pani, że koszulki to ulubiona część garderoby Polek?
K.Z.: Przyznam szczerze, że nie znam kobiety, która by nie nosiła T-shirtów. Te z kolekcji Bosco Design by Ziele, którą stworzyłam wspólnie z moją stylistką, Jolą Czają, są uniwersalne. Jeśli założymy je np. do dżinsów świetnie będą wyglądać na co dzień, natomiast ubrane do spódnicy plus eleganckie dodatki – sprawdzą się na wieczorne wyjście. Teraz mamy kolejną odsłonę – ramoneski i bezrękawniki a także T- shirty w grochy i kropki – absolutny szał – ciał tego sezonu!

S&bM: Czy w tym natłoku pracy ma Pani czas na odpoczynek? I jakie są Pani sprawdzone sposoby na relaks?
K.Z.: Odpoczynek jest dla mnie bardzo ważny, właśnie dlatego, że tak intensywnie pracuję. Staram się regularnie robić krótkie urlopy regeneracyjne. Jak mam czas – kilkudniowy wypad za granicę, ale nadal najchętniej wracam do rodzinnych stron, na Sądecczyznę. Nic mi tak dobrze nie ładuje akumulatorów jak przedłużony weekend u rodziców.

S&bM: Którą część ciała najbardziej Pani w sobie lubi?
K.Z.: O! to nie jest łatwe pytanie. Ja generalnie już siebie lubię, ale gdybym miała wybrać jedna część ciała, to może oczy? Zawsze jak kogoś nowego poznaję albo jak z kimś rozmawiam patrzę mu w oczy, bo uważam, że są one zwierciadłem duszy.

S&bM: Z czym kojarzy się Pani SPA?
K.Z.: Z ciszą, intymnością, spokojem, profesjonalizmem. Korzystam regularnie z usług CeCe Beauty Clinic, które właśnie tak mi się kojarzy.

S&bM: Z jakich zabiegów korzysta Pani regularnie?
K.Z.: Kocham masaże i to są zdecydowanie zabiegi, którym poddaję się z największą częstotliwością <śmiech>. Często robię sobie też zabiegi nawilżające na twarz, ponieważ make up sceniczny, któremu jestem poddawana codziennie, a czasem nawet dwa razy dziennie, mocno wysusza skórę.

S&bM: Czy są zabiegi, którym nigdy by się Pani nie poddała?
K.Z.: Wyznaję zasadę nigdy nie mów nigdy. Z jednej strony jako aktorka traktuje swoje ciało jako warsztat pracy, czyli muszę o nie dbać, od czasu do czasu robić przegląd, naprawy etc <śmiech>. Nie chciałabym jedynie doprowadzić do tego, że moja twarz stałaby się maską, która nic nie wyraża. Dla aktora to zawodowa śmierć.

S&bM: Kosmetyki bez których nie ruszyłaby się Pani z domu, to…
K.Z.: Błyszczyk i krem do rąk. Nie lubię ani spierzchniętych rąk, ani ust.

Dziękuję za wywiad.
Rozmawiała Pamela Stanisławska-Wieczorek
Ilość wyświetleń: 6605

Powiązane artykuły


Google+ Obserwuj w Google+