Z Sarą May o macierzyństwie
Z Sarą May o macierzyństwie

20 luty 2014
Z młodą mamą rozmawiamy o ciąży, dodatkowych kilogramach, powrocie do pracy i... kolejnym dziecku.
P.: Czy w czasie ciąży miewała Pani ciążowe zachcianki?
Sara May: Nie miałam zachcianek. Jadłam mnóstwo arbuzów, ale to żadna zachcianka. Zawsze w okresie letnim pochłaniam arbuzy bez opamiętania.

P.: A jak zniosła Pani ciążę?
Sara May: Do 8 miesiąca ciążę znosiłam bezproblemowo. Chodziłam na długie spacery z psem, zamiast samochodem czy tramwajem wolałam przejść się parę przystanków, wiele czasu spędziłam na mazurach wdychając świeże powietrze. Natomiast 6 ostatnich tygodni ciąży były bardzo ciężkie zarówno psychicznie jak i fizycznie. Nagle przybrałam znacznie na wadze, stopy bolały, kręgosłup odmawiał posłuszeństwa, a sam fakt zbliżającego się wielkimi krokami porodu zaprzątał moje myśli non stop.

P.: Czy dodatkowe kilogramy nabyte podczas ciąży spędzały Pani sen z powiek?
Sara: Dodatkowe kilogramy czyli 17 kg ;-) Pozostało jeszcze trochę do zrzucenia, jednak nie jest to obecnie dla mnie problem, który spędza mi sen z powiek. Wiadomo, że po porodzie kobieta się zmienia, jednak wygląd to nie wszystko. Śliczny dzidziuś wynagradza wszystko.

P.: Czy może Pani polecić kosmetyki przyszłym mamom, które Pani stosowała?
Sara: Jestem osobą, która nie korzysta z szerokiej gamy kosmetyków. Zwykła oliwka wystarczyła by smarować brzuch. W moim przypadku rozstępy się nie pojawiły. Najlepszym kosmetykiem jest zawsze ruch i gimnastyka.

P.: Skąd pomysł na imię dla syna?
Sara: Jestem zdania, że dziecko powinno nazywać się wyjątkowo. Chciałam uniknąć sytuacji,w której znajduje się wiele dzieci, a co drugi to Kubuś i Jaś oraz co druga to Julia czy Maja. Jaki jest sens nazywać dziecko jak niemal co drugi rodzic? Jest tak wiele pięknych, rzadkich imion. Poza tym imię i nazwisko to w dzisiejszych czasach pewna marka. Im bardziej światowo brzmi, tym lepiej. Żyjemy w czasach, gdzie nie ma granic. Niech więc dziecko nazywa się uniwersalnie. Zależało mi, aby imię nie miało rz, ch, ó, ż, ł . Imię Robin brzmi w każdym języku identycznie i nie ma problemu z jego wymową czy pisownią. Dodając to tego nawisko MAY otrzymujemy fajnie brzmiące, w mojej opinii, imię i nazwisko.

P.: Jak lubi Pani spędzać czas z synem?
Sara: Nie przepadam za karmieniem piersią, choć będę karmić jak najdłużej. Za to każdą inną chwilę celebruję z wielką radością i uśmiechem na ustach. Najbardziej Lubimy z Robinkiem pogaduszki i ćwiczenia sportowe na kanapie. Robinek już trenuje loty ;-)

photo/wp.pl


P.: Czy radzi się Pani innych mam w kwestii pielęgnacji lub np. sposobów radzenia sobie z nowymi sytuacjami u malucha?
Sara: Oczywiście. Chętnie dyskutuję, słucham i czytam opinię innych bardziej doświadczonych mam. Każda kobieta ma jednak swoje własne metody, bo przecież każda z nas zna swoje dziecko najlepiej. Grunt to nie tracić głowy.

P.: Czy ma Pani chwile tylko dla siebie?
Sara: Nie mam takich chwil. Jedynie spacer z wózkiem jest momentem na bycie sama ze sobą i ze swoimi myślami. Choć też nie do końca, bo zajmuję się rzucaniem patyka mojemu pieskowi i ganianiem się za nim między drzewami. Poza tym dziecko wymaga ciągłej opieki, obecności i zaangażowania.

P.: Co było najtrudniejsze w roli mamy?
Sara: Na razie wszystko jest piękne. A każda przeszkoda wyzwaniem. Bycie mamą to ciągła droga … droga trudna, lecz nie nudna cytując słowa z tytułu książki Pana Władysława Bartoszewskiego.

P.: Czy wzorem niektórych celebrytek planuje Pani błyskawiczny powrót do pracy?
Sara: W żadnym wypadku. Będę siedzieć w domu ile się da. W garach, kupach, pieluchach i całym tym zamieszaniuJ Dziecko to nie przedmiot i nie można ot tak odstawić na boczny tor, a zatrudnienie niani czy oddania do żłobka sobie nie wyobrażam.

P.: Czy zamierza Pani mieć więcej dzieci?
Sara: Na razie jeden mały szkrabek robi więcej zamieszania niż można sobie wyobrazić…

Dziękuję za wywiad.
Rozmawiała Pamela Stanisławska-Wieczorek
Ilość wyświetleń: 5224






Google+ Obserwuj w Google+